A.V. Geiger- Ktoś mnie obserwuje

ktos-mnie A.V. Geiger- Ktoś mnie obserwuje
Kategorie:
Wydawnictwo:
Przeczytane:
Ocena:
Liczba stron: 384

Czasem trafia się na słabszą pozycję, wręcz porażająco słabą, po której pozostaje spory niesmak, osobiście nie lubię recenzować tego typu książek. Na cykl autorstwa A.V. Geiger natrafiłam przypadkiem, śledząc opinie znajomych w serwisie Lubimy Czytać. Książki zbierały całkiem niezłe oceny, a sama pisarka dla co po niektórych odbiorców okazała się literackim odkryciem roku. Miał być thriller, a wyszedł  tani dramat, cóż nie wyszło, trzeba otrzeć łzy rozpaczy i iść dalej. Mimo że książka trzyma słaby  poziom, to o dziwo jest przyjemna w odbiorze. Nie ma co się dziwić, chwytliwe, bazujące na pierwotnych instynktach, rozwiązania sprzedają się najlepiej. Niestety nie tym razem...

Paniczny strach przed wyjściem z domu to nie jedyne zło, z którym musi zmagać się osoba cierpiąca na agorafobię. Uwięziona w czterech ścianach Tessa stara się ujarzmić chorobę, oknem na świat i  swego  rodzaju wybawieniem  okazuje się dla niej Internet. Bożyszcze  nastoletnich dziewczyn, muzyczne odkrycie roku, albo  po  prostu przystojny  chłopak, Eric Thorne nie był  przygotowany na sławę, z jaką musi  się codziennie mierzyć. Post Tessy niczym komputerowy wirus rozprzestrzenia się na Twitterze, dziewczyna zyskuje popularność i grono wiernych followersów. Wytwórnia Erica Thorna wietrzy sensacje, która może mieć realne przełożenie na wyniki  sprzedaży płyt młodego piosenkarza. Chłopak został uwikłany  w zakrojoną na szeroką skalę intrygę, mającą przynieść ogromne zyski. Początkowo  podchodzi sceptycznie do nowej,  bardzo agresywnej kampanii marketingowej. Po bliższym poznaniu tajemniczej fanki początkowe wątpliwości Erica mijają, chcę bliżej poznać dziewczynę. Nowa znajomość gwiazdora nie wszystkim  jest na rękę...

Jakie mam wrażenia z lektury? Przyjemna książka na raz i to  by było na tyle, czuje się okropnie rozczarowana, bo liczyłam na więcej. Obok thrillera propozycja A.V. Geiger nawet nie leży, więc czuje się perfidnie oszukana przez wydawcę, który  mamił mnie skrajnie odmienną wizją scenariusza, względem tego, co otrzymałam. Fabuła skupia się wokół niedojrzałych miłostek sfrustrowanej nastolatki i ma zdecydowanie nierealistyczny wydźwięk, co jest  wysoce frustrujące w tego  typu  propozycjach. W realnym świecie takie zdarzenie nigdy nie miałoby  miejsca, a popularny muzyk nie zniżyłby się do odpowiedzi fance, od tego ma ludzi  zajmujących się PRem, więc nie wiem, skąd w głowie autorki urodził się tak irracjonalny pomysł. Historia ma bardzo przewidywalny przebieg, to kolejny istotny  mankament książki, on poznaję ją,  ona jest nim nieziemsko zauroczona, co jak łatwo można się domyślić, jest równoznaczne z wielką miłością, a z thrillera robi się smętne love story. Nie jest to klasyczna cukierkowata opowieść, ociekająca różem, ale zabrakło jej pazura, przez co w moich oczach traci na wartości, ze strony  na stronę było coraz gorzej. Takie proste, infantylne rozwiązania są jawną obrazą dla szarych  komórek  potencjalnych  odbiorców, bezsensowność zaproponowanych  rozwiązań jest porażająca. Rozumiem, że książka jest  skierowana do młodzieży, ale to  nie daje autorce przyzwolenia na ignorowanie młodszego grona czytelników. Charakterystyka postaci  również kuleje, o zgrozo, bohaterowie to przerysowane formy normalnych nastolatków, skalane piętnem burzliwej przeszłości. Wyjątkiem jest Eric, który na tle pozostałych bohaterów, wyróżnia się całkiem dojrzałym podejściem do życia i solidną dawką zdrowego rozsądku.

Wątek romantyczny nie wyszedł najlepiej, ale na plus opisów miłosnych  scen przemawia fakt, że są subtelne, co  je niejako ratuje od totalnej katastrofy. Hormony szaleją, emocje unoszą się w powietrzu, ale ostatecznie są niejednoznaczne i  takie eteryczne, co  cieszy. Autorka uwrażliwia czytelników na zagrożenia towarzyszące zawieraniu internetowych znajomości, nigdy  nie wiadomo, kto kryje się po  drugiej stronie, edukacja w takiej odsłonie okazała się przestępna w odbiorze. Tessa wydawała się całkiem ogarniętą dziewczyną, więc zdziwiła mnie jej łatwowierność, która przełożyła się na serię wysoce nierozsądnych zachowań.  Stworzenie mrocznego klimatu, ku mojej rozpaczy, zeszło na dalszy tor, w pogoni  na tanią sensacją, która niestety nie sprzedała się za dobrze. Autorka nie wysiliła się, nie próbowała nawet wczuć się w stany emocjonalne nastolatków, co podkręciło już i  tak wystarczająco  intensywny brak  realizmu. Możecie zapomnieć również o jakichkolwiek przejawach akcji, której w książce było jak na lekarstwo, a może nawet i mniej. Pojawiło się kilka sensacyjnych momentów, które nie wiem dlaczego, od razu były  tłumione w zarodku, przywracając fabule ten  nieprzyjemny marazm. Zabrakło również charakterystycznego napięcia nieodłącznie towarzyszącego  klasycznym thrillerom, które buduję tę niepowtarzalną, typową dla tego  gatunku atmosferę. Trudno mi  dostrzec jakiekolwiek plusy, poza faktem, że książkę czyta się wybitnie dobrze, jak  na skrajnie niski, żeby nie napisać żałosny poziom literacki. Lekka fora nie do końca się sprzedała. Gdyby fabułę, nieco podrysować, zadbać o wyższy poziom werbalny, byłaby to całkiem niezła lektura. Autorce nie da się odebrać kreatywności, ale zdecydowanie powinna popracować nad swoim piórem, z pewnością daleko  jej do  ideału. Finał był najmocniejszą częścią książki i trochę ją podratował.

Książce daleko do  ideału, czuje się rozczarowana  i w pewnym sensie zdruzgotana mizerną opowiastką, jaką zaserwowała mi autorka. Rozumiem lekką formę, ale ignorowanie inteligencji czytelników jest dla mnie nie do przyjęcia, to cios poniżej pasa. Aż dziw mnie bierze, że książkę czytało się całkiem przyjemnie, biorąc pod uwagę daleką od ideału formę przekazu. Skusiłam się, przeczytałam i nie zamierzam kontynuować przygody  z twórczością A.V. Geiger.