Moje blogowe rytuały

Podobnie, jak większość blogerów, mam swój własny rytuał towarzyszący mi podczas tworzenia kolejnych wpisów. Co prawda daleko mi jeszcze do Emila, który dosłownie z kalendarzem w ręku i godną podziwu systematycznością publikuje swoje posty. Każdy  z nas ma własne sposoby, począwszy od poszukiwań książki, przez tworzenie szablonów recenzji, tudzież wpisów cyklicznych, na ostatecznej publikacji kończąc. Sama nie trzymam się żadnego ścisłego  harmonogramu, u  mnie takie rzeczy nigdy się nie sprawdzają. Tak jak nie znoszę prowadzić żadnych kalendarzy i plannerów, tak samo nie lubię dokładnie obmyślać co po kolei, z dokładnością do do dnia bądź godziny pojawi się na mojej stronie. Nie znaczy to również, że zdaje się na totalny freestyle, a moim publikacją raczej nie towarzyszy skrajny chaos. Lubię porządek, ale nie nie przepadam za schematyzmem, który koniec końców zawsze zabija kreatywność.

 

home-office-336377_1280-1024x682 Moje blogowe rytuały

 

Grunt to research!

Tutaj mam na myśli wyszukiwanie nowych książek do  przeczytania. Sposobów na to  jest mnóstwo i wszystko zależy od kreatywności, albo nawet i chęci blogera. Ja osobiście cenię sobie wpisy zaprzyjaźnionych osób, rekomendujące konkretne tytuły. Dzięki tego typu poleceni w zeszłym roku udało mi się uniknąć literackich pomyłek, za co  Wam z całego serca dziękuję. Nie biorę pod uwagę opinii przypadkowych blogerów, którzy wychwalają pod niebiosa dane książki, swoje recenzje kończąc podziękowaniem za egzemplarz recenzencki (a świstak siedział i zawijał je w te sreberka…). Lubię konkrety, czyli jasno i precyzyjne sformułowane argumenty za i przeciw danej pozycji, a nie snucie dziwnych pseudo literackich wywodów, z których  nic nie wynika. Nowe inspirację znajduję również w serwisie Lubimy Czytać, a że mam spore grono znajomych czytoholików, to  zdecydowanie jest w czym wybierać. Systematycznie śledzę również zapowiedzi i premiery na stronach wydawnictw. Dzięki współpracy recenzenckiej otrzymuje wiadomości z kolejnymi propozycjami egzemplarzy recenzenckich, z których wybieram najciekawsze tytuły. W zeszłym roku (po miesiącach nieuzasadnionych wątpliwości) odkryłam również magię Instagrama! Książkoholicy publikują w tym serwisie nie tylko przecudne zdjęcia, ale również krótkie zajawki na temat konkretnej pozycji. Rzadko bo rzadko, ale zdarza mi się ulec dziwnemu przeczuciu i decyduję się na książkę z przypadku.

Przeczytaj zanim opublikujesz!

Każdemu z nas zdarzyło się kiedyś opublikować tekst z jakimś mniejszym lub większym babolem. Zazwyczaj są to literówki, których nie wychwyciła autokorekta, błędy ortograficzne i inne cuda wianki zdarzają się niezmiernie rzadko. Zanim kliknę magiczny przycisk OPUBLIKUJ czytam post  kilka razy. Często  zdarza mi się usuwać całe połacie tekstu,a inne, irytujące dla oka elementy permanentnie modyfikuje. A wszystko to, żeby tekst był względnie przyjemny, a co najważniejsze dał się przeczytać potencjalnym odbiorcom. Takie działania ograniczają również pole do popisu hejterom, czyli dziwnej społeczności, która czyha na nasze błędy i potknięcia, żeby wylać wiadro jadu i kąsać niestosownymi uwagami. W ostatnim czasie zauważyłam, redagując kolejne wpisy, że nadużywam kilku sformułowań, dlatego  też staram się ograniczyć stosowanie pewnych zwrotów, co udaję mi się z mniejszym, bądź większym  skutkiem. Czytając cudze wpisy irytują mnie błędy stylistyczne, sama staram się unikać tego  typu  krępujących pomyłek. Szanujmy siebie nawzajem, bo jakby  na to  nie patrzeć ktoś przecież nasze posty czyta!

Pomysł to podstawa!

Zanim napiszę recenzję rozpisuje sobie taki mały plan, co zamierzam w niej zawrzeć. Zazwyczaj zaczynam od krótkiego wstępu, później przedstawiam zarys fabuły danej książki, następnie przechodzę do argumentów za i przeciw, na krótkim podsumowaniu kończąc. Zdarzają mi się również wpisy podczas pisania których  daje ponieść się ułańskiej fantazji. Staram się argumentować konkretnie, aczkolwiek wychodzi mi to różnie, czasem płynę pod prąd :P. Nie jestem profesjonalnym krytykiem literackim, więc trudno mi ustosunkować się do  walorów technicznych czy szerokiego  tła literacko-kulturowego konkretnej  pozycji. Zanim coś opublikuję staram się trochę pogłówkować, żeby nie powielać irytujących schematów.

Podążaj własną ścieżką!

Nie za dobrym pomysłem jest szukać natchnienia śledząc inne blogi, nie mam na myśli szukania czytelniczych inspiracji, a raczej wykorzystywanie inwencji  twórczej innej osoby. Kradzież własności intelektualnej to  przestępstwo za które przewidziana jest kara. Mimo to niektórym blogerom zdarza się ukraść cudzy projekt, ale tego typu działania prędzej czy później  wyjdą na światło dzienne, a czytelnicy nieuchronnie skreślą takiego oszusta. Mam na myśli gównie  kopiowanie pomysłów na nowe cykle, czy wykorzystywanie w recenzji cudzych  przemyśleń (zdarzają się nawet osoby, które bezczelnie robią kopiuj- wklej). Mając w głowie pustkę, po prostu nie publikuje i  już, dając sobie czas do namysłu.

To by było na tyle, jeżeli chodzi główne wytyczne, jakimi kieruje się w trakcie prowadzenia bloga. Ogólnodostępne w Internecie teksty muszą spełniać pewne kryteria i tego  nie da się przeskoczyć. Wszelkie gafy i potknięcia skutkują utratą czytelników, a bez nich dalsze funkcjonowanie strony powoli traci  sens. Można załatwiać sprawy po  łebkach, ale na dłuższą metę taki  system się nie sprawdzi i w końcu trzeba będzie zdecydować się na inną strategię. Prowadząc bloga trzeba mieć świadomość, że każdy wysiłek  podnoszący jakość publikowanych tekstów zwróci się nam z nawiązką w przyszłości.

 

A Wy jakie macie zwyczaje?