Czy uczciwość w blogosferze popłaca?

Czy  uczciwość w świecie książki popłaca? Nie wiem,  jak  Wy, ale ja ostatnimi  czasy  zadaję sobie coraz częściej to  pytanie śledząc niektóre wpisy…

Blogosferę książkową, tak  samo jak całą wirtualną społeczność literackich pasjonatów, tworzą ludzie. A jak  wszyscy dobrze wiemy rzeczą ludzką jest błądzić, co  niektórym  zdarza się to  dość często,  a wręcz nagminnie. Pozwoliłam sobie stworzyć listę mniejszych i większych  grzeszków, jakie zdarza się popełniać nieprofesjonalnym literackim recenzentom. Kolejność prezentowanych treści jest nieprzypadkowa…

ethics-2991600_960_720-300x212 Czy uczciwość w blogosferze popłaca?


Kopiuj, wklej, sparafrazuj! Czyli  kradzież własności intelektualnej po polsku.

Zanim zabiorę się za lekturę konkretnej książki zapoznaje się z opiniami innych czytelników. Wiadomo, każdy chcę wiedzieć na co się piszę i czy dana pozycja przypadnie mu do  gustu (choć czasem warto  zaryzykować i przeczytać bez zbędnego nastawiania się). Śledząc różne wpisy natrafiam czasem na dziwną, wręcz nieprzypadkową zbieżność przemyśleń zakrawającą na telepatię, lub jakiś inny magiczny transfer myśli, jakiego  nie powstydziłby się sam Harry Potter. Ludzie nie dość, że kradną cudze pomysły, argumenty i refleksje, to jeszcze w dodatku nawet ich nie parafrazują. Jest to przykre i  krzywdzące, dla wszystkich z nas, którzy uczciwie publikują swoje teksty, przy okazji  dzieląc się z innymi swoją pasją. Nie wiesz co  napisać, więc nie pisz! Szanujmy siebie nawzajem i respektujmy obowiązujące prawa autorskie.

Pragnę zaznaczyć, że nie mam na myśli sytuacji,  w której czytelnik nieświadomie powieli cudzy  schemat. Czasem zdarza nam się czytać mnóstwo opinii. Niektóre teksty bardziej, inne mniej się zapadają nam w pamięć. Często pisząc recenzje po dłuższym czasie od wspominanego książkowego research’u nieintencjonalnie wpleciemy do  swojego  tekstu cudzą myśl, jeżeli była ona zbieżna z naszymi refleksjami.


Nie czytałem, ale co mi szkodzi napisać opinię!

To absurdalna sytuacja, ale wbrew pozorom zdarza się dość często. Żeby opublikować kolejny post, zwiększyć tym  samym ilość potencjalnych czytelników i  podnieść wskaźnik odwiedzin strony ludzie tworzą opinię o książkach, których  w ogóle nie czytali (w grę może wchodzić jeszcze wirtualny fame z kolejną dawką punktów w serwisie lubimyczytac.pl włącznie). Teraz warto powrócić do punktu pierwszego. Nie czytałeś, nie pisz opinii!


Olać poprawność językową, trzeba wstawić nowy post!

Zaznaczam na wstępie, że nie mam na myśli literówek, czy błędów, które wynikły z nieznajomości zasad panujących w języku polskim. Post poświęcony  jest nieprofesjonalnym recenzentom. Nie jesteśmy polonistami, możemy czegoś nie wiedzieć i popełniać mniejsze lub większe błędy. Jeżeli możemy coś poprawić, róbmy to dla komfortu swojego i naszego czytelnika. Ten podpunkt tyczy się sytuacji w której osoba publikuje tekst bez jakiejkolwiek weryfikacji językowej. Czyli  pisząc jak krowie na rowie- nie czyta go w ogóle przed opublikowaniem. Zdarzają się blogerzy, którzy  nawet otwarcie przyznają na swoich stronach, że zasad przestrzegają i przykładają należytą uwagę do poprawności językowe swoich postów. Szkoda tylko, że ich  teksty temu przeczą.

Sama popełniam błędny, pewnie często nieświadomie nadużywam niektórych  słów i  zwrotów, ale zanim klikną magiczny wordpressowy button OPUBLIKUJ czytam kilkakrotnie swoje wypociny  z nadzieją, że żaden czytelnik  nie zbulwersuje się mizerną jakością prezentowanych  przeze mnie treści. Dbajmy o naszych  czytelników!


Dostałem książkę za darmo, więc chyba muszę o niej dobrze napisać…

Nie, nie musisz, a wręcz nie masz do tego prawa. Drogi  recenzencie, współpracując z wydawnictwami zobowiązujesz się po pierwsze do rzetelniej opinii. Nie znaczy  to, że masz napisać, że książka jest  gniotem, albo jawną próbą zbezczeszczania szarych  komórek  odbiorcy. Wspomniana rzetelność zobowiązuje do szczerego, subiektywnego  wyrażenia swojej opinii o książce. Zdarza się o nieprzyjemne sytuacje w których wydawnictwa kasują takie szczere osoby  ze swoich  list mailingowych. To przykre, wiem… Po  głębszej  refleksji człowiek dochodzi do  jedynego sensownego wniosku- z takimi  podmiotami nie warto kooperować.

Bądź uczciwy wobec swoich czytelników, oni  zawsze odwdzięczą Ci się z nawiązką, polecając Twoją stronę innym. Uczciwość zawsze, ale to  zawsze popłaca!


Czas najwyższy wprowadzić porządek w komentarzach!

Niektórzy blogerzy kasują komentarze nieprzychylne ich tekstom, lub wskazujące na rażące błędy. Jeżeli występuje opcja potwierdzenia komentarza przed administratora bloga, to takie teksty nigdy  na stronie się nie pojawiają. W takich przypadkach zastanawiam się po co, te konkretne osoby wstawiły opcje komentowania na swoich  stronach, bo według mnie taki  zabieg mija się z celem. Nie mam na myśli wulgarnych, czyli jakikolwiek sposób obraźliwych dogryzek zawistnych hejterów, bo  takie rzeczy  od razu  należy  usuwać.


 

Ten  post to  rodzaj wskazówki czego  nie powinno  się robić w trakcie pełnienia zaszczytnej  funkcji nieprofesjonalnego literackiego  recenzenta. W sumie, to  również rodzaj  przestrogi. Jeżeli kogokolwiek mój wpis w jakikolwiek uraził, to z góry przepraszam, bo  nie taki był mój cel!

Może macie ochotę podzielić się ze mną swoimi  refleksjami?