Taylor Jenkins Reid- Siedmiu mężów Evelyn Hugo

siedmiu-mężów Taylor Jenkins Reid- Siedmiu mężów Evelyn Hugo
Kategorie:
Przeczytane:
Ocena:
Liczba stron: 536

Długo zastanawiałam się czy w ogóle zrecenzować tę książkę. Czasem tak już mam, szczególnie w momentach rozczarowań dalszym rozwojem akcji. Nie pokochałam tej historii, mimo początkowego subtelnego zauroczenia. Jestem świadoma, że w taki sposób nie powinnam zaczynać recenzji...

Czy znajdzie się ktoś, kto nie słyszał o Evelyn Hugo? Jednej z najbardziej znanych amerykańskich aktorek ostatniego stulecia, ikonie światowego kina, bogini seksu o której marzyły miliony? Nie da się jej nie znać! Po latach milczenia Evelyn postanawia w końcu przemówić. Warunek jest jeden- wywiad ma zostać przeprowadzony przez Monique Grant, a jego publikacja może nastąpić dopiero po śmierci aktorki. Nie będzie to zwykła dziennikarska rozmowa, przypominająca przeplatankę pytań i odpowiedzi. Evelyn decyduje się przekazać komuś najgłębiej skrywaną przed światem cząstkę siebie. Podzielić się prawdą o swoim życiu, w którym siedmiu mężczyzn odegrało  kluczową rolę...

Początek mnie zaciekawił głównie ze względu na ten charakterystyczny dreszczyk emocji wywołany osobliwością zaistniałej sytuacji. Książka podzielona została na 7 części, które oddają kolejne mniej lub bardziej  udane małżeństwa Evelyn. Niby czytało się dobrze, ale w pewnym momencie poczułam niechęć wobec głównej bohaterki. O ile byłam w stanie zrozumieć jej początkową dewizę po trupach do celu-dzięki której wbiła się na szczyt sławy- o tyle nie mogłam pojąć tego toksycznego egoizmu i wyrachowania jaki pojawił się nieco później. Osobowość Evelyn ewoluuje, staje się starsza,  bardziej doświadczona- a mimo to popełnia te same błędy, odrzuca dobro na rzecz... No właśnie na rzecz czego? Ja rozumiem, że Hollywood rządzi się swoimi prawami, ale nie mogłam pojąć sensu  niektórych zachowań Evelyn i tego świadomego samookaleczania się.

Główna bohaterka  była dla mnie postacią z gruntu  tragiczną- sama z premedytacją odbierała sobie szczęście na rzecz sławy, bogactwa i ogólnie przyjętych  konwenansów. Intrygowało mnie, jak sytuacją poradzi sobie Monique i czy uda jej się ujarzmić złego ducha Evelyn. Dziennikarka znalazła się w trakcie kryzysu po  rozstaniu z mężem. Interakcje z Evelyn  w pewnym momencie stają się dla niej  formą (bardzo toksycznej...) terapii. Natrafiłam na kilka banałów  i wynurzeń, takich  w sumie amerykańskich. Nie podobał mi się sposób w jaki dziennikarka powoli, a do  tego  jakże systematycznie traciła własną tożsamość próbując przypodobać się znanej aktorce. Monique niby stała się bardziej świadoma własnych uczuć i  ograniczeń, ale zbyt wielkim kosztem. Jak dla mnie w zamian za naddatek pewności siebie oddała cząstkę siebie niewłaściwej osobie-  tak nie powinno się  robić!

Historia przedstawiona w ten  sposób nie łapie za serce (a przynajmniej mnie nie złapała, bo  z tego  co  widzę po ocenach większość czytelników była zachwycona...), w sposób w jaki  powinna to zrobić. O ile początek był mocny, przyciągający, na swój sposób emocjonujący, to zakończenie mnie osobiście przytłoczyło. Kolejne epizody były napisane nierówno, jakby pisarce trochę brakowało pomysłu, na kolejne etapy życia tytułowej bohaterki. Niby w książce znalazło się sporo emocjonujących momentów, z cyklu tych  z pozoru chwytających za serce. Niestety mnogość naciąganych, nadmiernie podkoloryzowanych epizodów życia Evelyn mnie osobiście bardzo  do głównej bohaterki zniechęciło. Z całej  tej  historii można wyciągnąć wiele  morałów, ale życiowa lekcja w takiej  wersji  mnie nie przekonała. Hasło pieniądz rządzi światem również nieprzyjemnie biło  po oczach  odbierając temu scenariuszowi romantyzm, a mi przyjemność płynącą z lektury.  Co do samej formy- język okazał się przyjemny dla oka, płynęłam wraz z nurtem przedstawionej historii, co  było dla mnie nad wyraz miłym czytelniczym doświadczeniem. Akcję nakręcały  zmiany  w dynamice interakcji Evelyn i Monique- gdy ta zaczęła się psuć, to w odpowiedzi na to w fabule nagle zaczęło baaaardzo mocno zgrzytać.

Spodziewałam się solidnej  dawki emocji, a otrzymałam tylko jej cząstkę. Finał dał mi  myślenia- jak dla mnie był całkowitym zaprzeczeniem dla ludzkiej  natury. Ja ja miejscu Monique nie byłabym gotowa na tak mocną spowiedź. W ogólnym rozrachunku czuję się tą opowieścią przytłoczona i rozczarowana. Kolejny złoty bestseller nie sprostał moim  oczekiwaniom. Książkę była mi polecona, ale czy ja polecę ją Wam? Jeżeli lubicie piękne historie w bajkowej scenerii okraszone szczyptą emocji, to ten scenariusz może przypaść Wam do gustu. Jeżeli szukacie prawdziwej  chwytającej za serce opowieści, która dzięki swojej głębi da Wam porządnego kopa do  działania- w tej książce niestety jej nie uświadczycie. Siedmiu mężów Evelyn Hugo nie jest pozycją z gruntu złą, ale do naprawdę dobrych również nie należy.