Tess Gerritsen- Wybrzeże szpiegów [EBOOK]

Wybrzeże szpiegów
Kategoria:
Gatunek:
Wydawnictwo:
Przeczytane:

Maggie Bird po odejściu z CIA zdecydowała się na radykalne kroki. Pierwszym krokiem w misternym planie zmian był zakup farmy w Purity. Wspomnienia z misji na Malcie znowu brutalnie wdarły się do jej teraźniejszości, wszystko za sprawą nieoczekiwanego spotkania z tajemniczą kobietą o imieniu Bianca. Sprawa komplikuje się tym bardziej, gdy dzień po nieoczekiwanym spotkaniu przed domem Maggie podrzucane zostają zwłoki nowo poznanej agentki. Wszystko wskazuje na to, że tajemnicza Bianca przed śmiercią była torturowana. Dawni wrogowie nie dadzą Maggie o sobie zapomnieć…

Z każdą kolejną książką Tess Gerritsen utwierdzam się w przekonaniu, że autorka straciła dar tworzenia bezbłędnych kryminalnych historii. Nie twierdzę, że Wybrzeże szpiegów było kiepskim thrillerem, ale poziom prowadzenia fabuły zdecydowanie odbiega od wcześniejszych książek autorki. Niby fabuła dotyczy agentki CIA, ale zdecydowanie nie zakwalifikowałabym tego tytułu do literatury szpiegowskiej. Książka miała zadatki na niezły thriller, ale przerost formy nad treścią sprawił, że można ją uznać co najwyżej za znośną. Wątek przewodni dotyczy zakończonej niepowodzeniem operacji, ale zanim przejść do konkretów, byłam zasypywana przez autorkę niepotrzebnymi dygresjami z życia głównej bohaterki. Zamiast thrillera na moich oczach rozgrywał się romans z lekką nutą kryminału w tle. Początek oceniam jako obiecujący, Gerritsen nieźle się rozpędziła. Problem w tym, że wraz z rozwojem akcji przyszła baaardzo seria niepokojących przestojów.

Prowincjonalna policjantka irytowała mnie długimi przemyśleniami dotyczącymi oczywistych kwestii, nie przepadam za nierozgarniętymi stróżami prawa. Klub martini to grupka lekko zbzikowanych byłych agentów, którzy mieli swój urok, oczywiście do czasu. Nie do końca rozumiem, do czego były potrzebne wszystkie wątki poboczne i zasypywanie masą niepotrzebnych informacji. Akcja na przemian przyspieszała i zwalniała. Czarne charaktery, zamiast przerażać, porażały mnie głupotą. Jedyną osobą, jaka mnie przekonała do siebie była Maggie. Lubię takie twarde, inteligentne i bezkompromisowe postacie. Zabrakło mi tej dopracowanej otoczki, dobrze znanej z innych thrillerów Gerritsen. Przypadkowość poszczególnych wydarzeń była dla mnie niepokojąca. Zakończenie trywialne i do bólu przewidywalne.

Wybrzeże szpiegów było miłym czytadłem, ale nic poza tym. Książka niczym nie wyróżnia się na tle gatunku, nie nazwałabym jej powieścią szpiegowską. Odniosłam wrażenie, że ta historia napisana została na siłę, zabrakło lekkości i dynamiki, tak dobrze znanych z thrillerów medycznych autorki. Nie polecam tego tytułu, bo dla mnie okazał się stratą czasu.