Sabri Louatah- Dzikusy t.1: Francuskie wesele

francuskie-wesele Sabri Louatah- Dzikusy t.1: Francuskie wesele
Kategorie:
Seria:
Wydawnictwo:
Przeczytane:
Ocena:
Liczba stron: 394

Sabri Louatah to  francuski pisarz kabylskiego pochodzenia na stałe mieszkający w Stanach Zjednoczonych. Autor został  laureatem nagrody magazynu Lire  dla najlepszego francuskiego  debiutu za pierwszy tom tetralogii Dzikusy. W swojej debiutanckiej powieści Louatah  zgrabnie przelał na papier brutalną wizję współczesnej Francji targanej wszelakimi problemami. Autor zaskoczył mnie swoją wnikliwością i niepowtarzalnym stylem. Przyznaje jednak, że nie do końca rozumiem zachwyty zagranicznych recenzentów. Książka jest dobra i wciągająca, ale niestety napisana nierówno. Początek mnie znużył. Rozwinięcie było  dla mnie sporym zaskoczeniem. Za to  końcówka dosłownie ścięła mnie z nóg.

Pierwszy tom  Dzikusów stanowi ciekawą mieszankę gatunkową. Nietypowa saga rodzinna została zgrabnie połączona z odważnym political fiction. Tłem dla wydarzeń przedstawionych w książce jest tytułowe francuskie wesele. Głównymi bohaterami powieści jest rodzina Narrusz. To wielopokoleniowy klan imigrantów z Algierii. Akcja książki rozgrywa się w podparyskim Saint-Étienne, gdzie trwają przygotowania do ślubu Slima i Kenzy. Zaproszeni goście są podekscytowani nie tylko ceremonią zaślubin, ale również zbliżającymi się wyborami prezydenckimi. Jednym z kandydatów na fotel prezydenta jest Sawisz będący przedstawicielem mniejszości narodowej  arabskiego pochodzenia. Jeżeli  wygra wybory Francję czekają ogromne zmiany. Podekscytowanie obywateli pochodzenia algierskiego sięga  zenitu. Rodzina Narrusz dosłownie żyje zbliżającymi się wyborami. Naszym przewodnikiem po wydarzeniach przedstawionych w książce jest Karim. Chłopak został  wybrany na świadka podczas wesela Slima i  Kenzy. Karim od jakiegoś czasu zachowuje się dziwnie, jesteście ciekawi co wydarzy się dalej?

Książkę można w pełni zrozumieć znając tło geopolityczne Francji. Sama nigdy  nie zagłębiałam się w niuanse historii tego kraju, ale może najwyższy  czas to  zmienić. Sabri Louatah obnaża prawdziwe oblicze Republiki Francuskiej. Autor zgrabnie posługuje się ironią demaskując narodowe przywary. W trakcie lektury wszechobecna ksenofobia kłuje w oczy. Louatah mistrzowsko  dawkował napięcie. Czułam, że coś się wydarzy, ale do ostatnich  stron nie mogłam przewidzieć co. Autor wyraziście opisał proces adaptacji imigrantów z Algierii.

Poza świetnie skonstruowaną fabułą na uwagę zasługują bohaterowie. Moją uwagę przykuła postać Karima. Fascynowała mnie tajemniczość chłopaka. Karim stawiał na rodzinne i  kulturowe wartości wbrew reakcjom otoczenia. Nie do końca mogłam  zrozumieć niuanse jego  zachowania, ale sądzę, że właśnie taki  był zamysł autora. Ciekawiła mnie relacja Karima z Nazzirem. Louath  zgrabnie pokazał wpływ francuskiego liberalizmu na życie imigrantów arabskich.  Co mnie poruszyło? Francuska dwulicowość i brutalne działania obecnej partii rządzącej. Wszelkie działania ingerujące w życie obywateli maskowane są walką z terroryzmem. Co ciekawe rodzina Narrusz powoli zapomina o  swojej kulturowej spuściźnie wybierając łatwiejsze życie na europejską modłę

Pierwszy  tom  Dzikusów skończyłam czytać miesiąc temu.  W międzyczasie zdążyłam przemyśleć, co chcę zawrzeć w swojej recenzji. Stoję w opozycji do innych  blogerów,  ponieważ książka mnie zachwyciła. Wiem, że inni czytelnicy  słabiej oceniali pierwszy tom w porównaniu  z kolejnym. Ja się wyłamię. Sabri Louatah urzekł mnie swoim oryginalnym stylem. Autor dosłownie bawił się słowem, co  potęgowało przyjemność płynącą z lektury. Cieszę  się, że zaryzykowałam i zaufałam pisarzowi. Po  przeczytaniu pierwszego  i drugiego tomu  Dzikusów już nie mogę doczekać się premiery  trzeciego. Z czystym sumieniem polecam.

 

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu  W.A.B.

 

francuskie-wesele Sabri Louatah- Dzikusy t.1: Francuskie wesele

 

 

  • Agnieszka Kaniuk

    Bardzo zachęciłaś mnie do lektury.:)

  • Twoja recenzja bardzo kusi 😀

  • Zazwyczaj takie zupełnie współczesne opowieści mnie nie pociągają, wolę “zaglądać” w czasy, których nie było mi dane poznać osobiście. Jednak Twój opis kusi, by zapoznać się bliżej z tą książką 🙂