M.L. Longworth- Śmierć w Chateau Bremont

Chateau-Bremont_okładka-1 M.L. Longworth- Śmierć w Chateau Bremont
Kategorie:
Gatunek:
Wydawnictwo:
Przeczytane:
Ocena:
Liczba stron: 340

Z czym kojarzy się Wam Prowansja?

Ze  Słońcem?

Z aromatycznymi polami lawendy?

Z Lazurowym Wybrzeżem?

A może z przepyszną kuchnią i wybornym winem?

Mi już zawsze kojarzyć się będzie z pewnym wysmakowanym kryminałem...

Mary Lou Longworth  dobitnie pokazuje, że Francja to więcej niż Paryż. W urokliwym Chateau Bremont ginie miejscowy szlachcic.Czy Etienne de Bermont popełnił  somobójstwo? A może to morderstwo? Co zawierała tajemnicza walizka? Pytanie komu zależało na śmierci Etienne. Sędzia Antoine Verlauque będzie miał twardy orzech  do  zgryzienia próbując rozwiązać skomplikowane śledztwo. Mieszkańcy Aix-en-Provence są w szoku. W mieście huczy od plotek. A jak  wszyscy  wiemy, w każdej  plotce jest  ziarenko prawdy. Pewnym  osobom  zależy, żeby  niewygodne fakty  nie wyszły na światło dzienne...

Śmierć w Chateau Bremont to spokojny kryminał, ale nie daj Boże nudny! Longworth skorzystała z klasycznego  schematu i  skonstruowała fabułę na bazie intrygującej łamigłówki. Z początku  trochę ciężko było mi się wgryźć w historię rodziny Bermont. Faktem jest, że czytelnik od początku  książki musi intensywnie dedukować. Longworth nie daje nam taryfy  ulgowej. Tajemnice, zdrady, mroczne machlojki- miałam sporo materiału do  główkowania. Autorka systematycznie podsycała napięcie dawką bulwersujących, nie do końca potwierdzonych informacji związanych  z rodziną zmarłego mężczyzny. Sędzia Verlauque jest nieustępliwy i  drąży do  skutku. Przy okazji prowadzenia śledztwa postanawia odbudować relację z Mariene...

Wątki kryminalne niestety nie pochłonęły mnie bez reszty, ale to  kwestia moich  indywidualnych  preferencji. Sposób prowadzenia śledztwa nie był tak emocjonujący, jakbym  tego  oczekiwała. W trakcie lektury najbardziej intrygowały elektryzujące spotkania Verlauque z Mariene. Między bohaterami była prawdziwa chemia! Niejednokrotnie z uśmiechem na ustach śledziłam uszczypliwo-romantyczną wymianę zdań między parą. Nie ukrywam, że ślinka mi ciekła w trakcie czytania relacji z posiłków bohaterów. Na spokojnie mogłam zapoznać się ze specjałami lokalnej kuchni.

Poza zmyślnie skonstruowanym wątkiem kryminalnym na uwagę zasługuje tło wydarzeń.  Longworth rewelacyjnie oddała klimat prowansalskiego miasteczka Aix-en-Provence. Jako czytelnik miałam okazję odbyć fascynującą wycieczkę. W rolę przewodników wcielili się  Antoine Verlauque i Mariene Bonnet. Opisy  przedstawianej okolicy były nader realistyczne.

Rozdziały były krótkie, ale treściwe. W kryminale obyło się bez przynudzania i niepotrzebnego przedłużania akcji. Może troszeczkę zabrakło mi większej dawki napięcia i kilku emocjonujących zrywów w trakcie śledztwa. Autorka niedostatki książki  zrekompensowała mi  świetnie skonstruowanymi wątkami pobocznymi (szczególnie tymi gastronomicznymi). W książce nie zabrakło pierwszorzędnego  humoru  z lekką domieszką ironii (szczególnie w wydaniu  Verlauque'a).

Longworth spisała się na medal konstruując bardzo  charakterystyczne (ale jakże nieprzerysowane!) postacie. Żaden bohater nie został potraktowany po macoszemu. Postać Verlauque'a stanowi to idealne skrzyżowanie Herculesa Poirota z z Sherlockiem Holmesem. Mariene miała coś w sobie z zarówno z Bridget Jones,  jak  i Carrie Bradshaw (na długo  w pamięci  pozostaną mi w głowie te babskie wieczorki :)). Jeżeli kogokolwiek  zbulwersowałam  swoimi  porównaniami,  to  przepraszam.

Podsumowując Śmierć w Chateau Bremont to bardzo  klimatyczny kryminał.  Mary Lou Longworth stanęła na wysokości zadania,  a jej  debiutancka powieść zadowoli nie tylko  fanów gatunku.  Już nie mogę doczekać się czerwcowej  premiery Morderstwa przy Rue Dumas!

Czy polecam? Bezapelacyjnie!

 

Za egzemplarz książki dziękuję Wydawnictwu  Smak Słowa

Chateau-Bremont_okładka-1 M.L. Longworth- Śmierć w Chateau Bremont