Colleen Hoover- Without Merit

without Colleen Hoover- Without Merit
Kategorie:
Wydawnictwo:
Przeczytane:
Ocena:
Liczba stron: 320

O ile It ends with us, zrobiło na mnie bardzo pozytywne wrażenie, to nie mogę tego samego napisać o Without Merit długo. Do dnia dzisiejszego nie wiedziałam,  cóż sensownego mogłabym zawrzeć w swojej recenzji. Zdecydowanie Colleen Hoover nie da się odmówić pomysłowości, za każdym razem do swoich powieści wplata ważne społecznie wątki, namawiając tym samym do  społecznej debaty. Dla niej nie ma tematów tabu, każdy problem jest do rozwiązania, trzeba tylko dokładnie przegadać całą sprawę, żeby znaleźć najlepsze wyjście.

"Nie każda pomyłka zasługuje na konsekwencje. Czasami jedyne na co zasługuje to przebaczenie. (...)"

Siedemnastoletnia Merit z pewnością nie ma ustabilizowanego, względnie normalnego życia. Rodzinne relacje nastolatki zdecydowanie odbiegają od klasycznego modelu przeciętnej amerykańskiej rodziny. Rodzice po rozwodzie nadal  mieszkają pod jednym dachem- borykająca się z depresją matka mieszka w piwnicy, a ojciec wraz z nową rodziną i dziećmi z poprzedniego małżeństwa na górze. Siostra Merit cierpi na dziwną przypadłość, dąży do zawierania bliższych znajomości z śmiertelnie chorymi osobami. Brat stanowi ciekawe indywiduum, a jego perfekcjonizm zahacza o obsesyjno-kompulsywne zaburzenie osobowości . Merit trudno jest się wpasować w społeczne normy, próbuje się odnaleźć, ale przy każdej  kolejnej próbie wychodzi jej to  coraz marniej. Nastolatka skrywa również rodzinny sekret, przez który nie może pozwolić sobie na normalną egzystencje. Rzuca szkołę i rozpoczyna swój  własny, jednoosobowy  spektakl, a że aktorką jest marną, to otoczenie szybko  dowiaduje się o jej problemach. Dziewczyna nawiązuje dziwną więź z nowym chłopakiem Honor i nie może poradzić sobie z tym osobliwym uczuciem.

"Chyba czasem ma się po prostu szczęście i dostaje się rodzinę, z którą można tworzyć więzi. A czasem... Czasem jest się skazanym na takich krewnych, którzy nie robią nic innego, tylko popełniają błędy, za które nie muszą przepraszać ani płacić. (...)"

W przypadku Without Merit fabuła była nieco rozproszona, przez co trudno było wyczuć motyw przewodni i na nim skupić swoją uwagę. Starszym czytelnikom młodzieżówki mogą wydać się infantylne i gorszące. Hoover, podobnie jak inni twórcy gatunku, cichaczem przemyca do  swoich historii ważne treści, nakreśla problemy z jakimi borykają się nastolatkowie, których zdecydowanie nie należy bagatelizować. Nie mogło być inaczej w przypadku Without Merit, z małym  wyjątkiem- skomplikowanych trudności było aż za wiele, a poziom przerysowania poruszanych kwestii mnie osobiście nieco przeraził. Książka obfituje w szereg abstrakcji i innych dziwactw skupionych pod jednym dachem. Przedstawione wydarzenia są nierealistyczne i w takim wydaniu nie mogłyby mieć nigdy  miejsca w normalnym życiu. Trudno byłoby spotkać rodzinę borykającą się z równie pokręconymi problemami, sam model zawierania relacji zdecydowanie odbiega od przewidzianej dla populacji  normy. Akcja nakręcana jest przez kolejne chore dziwactwa o podłożu  seksualnym, co  mnie osobiście zgorszyło, mimo ogromnych pokładów tolerancji. Już samo założenie, że borykająca się z licznymi lękami matka przebywa non stop w piwnicy woła o pomstę do nieba. Choremu psychicznie trzeba zapewnić optymalne, a co  najważniejsze bezpieczne środowisko, a nie zamykać w ciemnej komórce, z dala od ludzi. Żona numer dwa jest odzwierciedleniem klasycznego modelu tej  złej, która nieuchronnie rozbiła szczęśliwe małżeństwo.

"Wkurza mnie, kiedy ktoś próbuje przekonać innych, że ich złość czy stres nie mają racji bytu, bo inni mają gorzej. Bzdura. Twoje emocje i reakcje są uprawnione, Merit. Nie pozwól, by ktoś wmówił ci coś innego. Jesteś jedyną osobą, która te emocje odczuwa. (...)"

Rozumiem rodzina patchworkowa, ale przecież są jakieś normy i granice, których należy przestrzegać. Merit wplątana jest we wszystkie historie, ale problem  w tym, że do większości po prostu osobowościowo nie pasuje, tym samym zakłócając odbiór książki. Rozumiem sam zamysł Colleen Hoover, ale trudno było mi się oswoić ze sposobem  realizacji  zamierzeń autorki. Historia została poprowadzona w lekki, a momentami wręcz bajkowy sposób, co  zdecydowanie umila lekturę, ale utrudnia poważne poważne podejście do  tematu. Biorąc pod uwagę kolejne ludzkie karykatury wspomniana lekkość nie pasuje do kontrastujących z nią osobliwości. Nie wiem dlaczego  autorka przeciążyła główną bohaterkę, zamiast skupić się na meritum i pomóc jej dojść do  siebie, Hoover wkręcała ją niepotrzebnie w kolejne pokręcone rodzinne intrygi. W pewnym  sensie na historia miała potencjał, można by  było nawet wysnuć kilka morałów, gdyby nieco zmodyfikować cały przekaz i wyklarować dziwaczne sytuacje dla dobra ogółu. Do poszczególnych postaci trudno mi się jednoznacznie ustosunkować,ni to  mnie parzą, ni to ziębią.  Mnie osobiście bardzo  irytują takie pojechane rozwiązania fabularne, otwarcie żerujące na taniej sensacji i  ludzkiej tragedii. Autorce nie da się odmówić pomysłowości, ale każda nowa idea ma swoje granice, które Coleen Hoover nieuchronnie przekroczyła, odbierając tym samym swoim bohaterom swobodę wyboru i intymność. Z przykrością stwierdzam, że czuję się ogromnie rozczarowana tą lekturą.

Mimo mieszanych  uczuć względem tej książki, nie zamierzam  całkowicie skreślać autorki. Gdyby się uprzeć, to w fabule Without Merit można dostrzec sporo czysto edukacyjnych walorów. Doceniam interesujący pomysł autorki, ale otwarcie potępiam sposób realizacji. Całą historię można było napisać lepiej, unikając niepotrzebnych  potknięć. Mimo wszystko  z chęcią zapoznam się z kolejnymi pozycjami autorstwa Colleen Hoover.