Celeste Ng- Małe ogniska [BOOK TOUR]

małe-ogniska Celeste Ng- Małe ogniska [BOOK TOUR]
Kategorie:
Autor:
Wydawnictwo:
Przeczytane:
Ocena:
Liczba stron: 424

Małe ogniska to książka z gatunku tych trudnych do zaszufladkowania- niby obyczajówka, ale do klasycznej powieści obyczajowej jej daleko. Inna w tym przypadku nie znaczy gorsza, ale nie da się przygotować się na to  co spotka nas w środku. Celeste Ng niczym wirtuoz do perfekcji opanowała sztukę gry na ludzkich emocjach, przypominając nam o najważniejszych wartościach, o których często zapominamy.

"Dla rodziców dziecko jest czymś więcej niż osobą, jest miejscem, rodzajem Narni, rozległą i wieczną krainą, gdzie teraźniejszość, w której żyją, przeszłość, którą pamiętają, i przyszłość, której pragną, istnieją w tym samym czasie. (...)"

Perfekcja jest nudna, ale dla mieszkańców Shaker Heights stanowi solidny bufor bezpieczeństwa. Czyż nie powinno się być zawsze i na wszystko przygotowanym? W tym  jakże malowniczym (a może raczej przekoloryzowanym?) miasteczku nie ma miejsca na inność, a każde odstępstwo od normy jest szybko i bardzo skrzętnie ukrywane przed wzrokiem postronnego widza. Młoda, uznana artystka- fotograf właśnie Shaker Heights wybiera jako ostateczny etap wieloletniej podróży. Po latach tułaczki Mia chce dać wreszcie Pearl poczucie prawdziwej stabilizacji. Pytanie czy jej artystyczna dusza dostosuje się do panujących w miasteczku sztywnych reguł, od których nie ma żadnego  odstępstwa. Pearl również jest inna, ale jej nietuzinkowa osobowość stanowi niekwestionowany atut w nowym środowisku. Czy nowa, nie do końca tymczasowa praca Mii w charakterze pomocy domowej u znanej lokalnej dziennikarki, nie zaburzy relacji łączącej jej z córką?

"Pamiętaj - powiedziała Mia - czasem trzeba wszystko spalić do gołej ziemi, żeby móc zacząć od nowa. Ale po pożarze gleba staje się żyźniejsza i mogą na niej wyrosnąć nowe rośliny. Ludzie też tacy są. Potrafią zacząć od początku. Znaleźć wyjście. (...)"

Przyznaję- długo nie mogłam się połapać o co w fabule chodzi, ale poczułam jakąś taką przedziwną chemię z głównymi bohaterami. Małe ogniska już na samym wstępie obnażają najgorsze ludzkie przywary przez co utwierdzają czytelnika w przekonaniu, że życie w zgodzie z własnymi  wartościami  może popłacać. Rodzinne sekrety mogą zrujnować życie, ale przekazane w odpowiedni sposób  potrafią scalać nadszarpniętą więź łączącą kochające się osoby. Bohaterowie zostali dobrani  wręcz idealnie, ale na zasadzie bardzo świadomie zastosowanego charakterologicznego kontrastu. Zaserwowana (z premedytacją!)  wybuchowa mieszanka osobowościowa stanowi idealną próbkę lokalnego społeczeństwa i panujących w Shaker Heights (momentami arcy dziwacznych) nastrojów. Elena Richardson- czy jak kto woli perfekcyjna pani domu-  miesza, burzy i zawsze musi postawić na swoim. Mia Warren scala nadszarpnięte duszę, udowadniając istnienie dobra w sercu każdego  napotkanego człowieka. Pearl to zagubiona nastolatka, której  wydaje się, że w końcu odnalazła właściwą życiową ścieżkę. Piękna (i niestety równie perfekcyjna jak jej matka) Lexie idealnie obrazuje powiedzenie, że każdy zasługuje na drugą szansę. A Izzy, mimo z pozoru trudnego charakteru jest dobrym  duchem całej tej  historii.

"Ale z zasadami problem jest taki, rozważał, że zakładają istnienie właściwego i niewłaściwego sposobu postępowania, podczas gdy w rzeczywistości w większości sytuacji istnieją tylko różne sposoby, spośród których żaden nie jest ani całkowicie zły, ani całkowicie dobry, i nic nie wskazuje bezsprzecznie, po której stronie barykady akurat jesteś. (...)"

Zaserwowana w książce opowieść momentami bawi, innym razem wzrusza, ale co najważniejsze ukazuje najważniejsze w ludzkim życiu wartości. Najpierw napotykamy na wszechogarniający konsumpcjonizm, obłudę, społeczeństwo które żywi się okrutnymi plotkami. Wpadamy do basenu zła, żeby w końcu  wynurzyć się i zaznać niczym nieskażonego dobra. Celeste Ng nie zdaje się na półśrodki, ona wytacza prawdziwe działa, żeby w taki, a nie inny sposób opowiedzieć swoją historię.  Efekt końcowy jest oszałamiający i na swój sposób wbija w fotel, bo co, jak co, ale obok  takich  wydarzeń trudno przejść obojętnie. Autorka nie wzbudza emocji, ona dosłownie rozpala serca czytelników do czerwoności. Tematyka z jaką musimy się zmierzyć jest ciężka, frustrująca, ale gdy już się otrząśniemy z szoku możemy na spokojnie wyciągnąć kilka całkiem ciekawych wniosków dla siebie. Niektóre wątki  można by potraktować nieco subtelnej, z większym wyczuciem, ale mimo to jest całkiem nieźle. Zaserwowana przez Celeste Ng historia bardzo intensywnie oddziałuje na ludzką wyobraźnie, chociaż wątpię czy podobny scenariusz mógłby ziścić się w prawdziwym życiu. Dynamika powieści miło mnie zaskoczyła, bo w takich historiach nie ma miejsca na nudę i marazm. Celeste Ng w sposób dosadny i bez zbędnego Photoshop'a pokazała ogromną moc matczynej miłości, która jest w stanie pokonać najgorsze zło.

Zaczęło się poważnie, później było zabawnie i nieco ironicznie. Finał udowodnił, że Celeste Ng nie boi się literackich wyzwań i potrafi  całkiem nieźle im  sprostać. Perfekcja potrafi zrujnować życie, ale na całe szczęście niektórym  jest ona całkowicie obca. Polecam!

Za możliwość zapoznania się z książką dziękuję Sylwce 🙂