Alex Michaelides- Pacjentka

pacjentka Alex Michaelides- Pacjentka
Kategorie:
Wydawnictwo:
Przeczytane:
Ocena:
Liczba stron: 352

Thriller  psychologiczny to mój ulubiony gatunek, po  który sięgam najczęściej.  Nie da się ukryć, że uwielbiam mroczne klimaty  przyprawione nutką psychodelii. Pacjentka to kolejna propozycja wydawnicza okrzyknięta genialnym, a nawet więcej- przełomowym  thrillerem, wprowadzającym nową jakość do gatunku. Nie wiem ile płacą znanym pisarzom za rekomendacje danej książki, ale ja już w tego typu hasła nie wierzę. Kłamstwo ma krótkie nogi, a propozycja Alex'a Michaelides'a stanowi potwierdzenie, że czasem zmyślnie skonstruowany blurb potrafi być lepszy od dzieła, które opisuje i tak właśnie było w tym przypadku...

Alicia Berenson  z zimną krwią zamordowała swojego męża za co  została skazana na długoterminowy pobyt w ośrodku  psychiatrycznym o zaostrzonym rygorze. Kobieta zamiast się bronić i przedstawić własną wersję wydarzeń  nagle zamilkła. Młody terapeuta-Theo Faber- jest zafascynowany morderczynią i zrobi wszystko, żeby rozpocząć z nią współpracę w The Grove. Jego chora fascynacja graniczy z szaleństwem i nikt nie może zrozumieć dlaczego tak usilnie stara się pomóc Alicii. Czytelnik krok po kroku wprowadzany zostaje w życie oddziału  psychiatrycznego, poznaje personel i panujące tam zwyczaje. Historia prześlicznej  malarki na długo zelektryzowała opinię publiczną, a media tygodniami żyły sprawą makabrycznego  morderstwa. Nikt z lekarzy i prokuratorów uczestniczących w procesie nie mógł  dociec co  było motywem zbrodni. Z relacji otoczenia wynika, że Alicia kochała swojego męża, a do tego spełniała się zawodowo tworząc kolejne niecodzienne obrazy. Tego konkretnego  przypadku nie można potraktować zero- jedynkowo i Theo dokładnie wie dlaczego,  dlatego  wykorzystuje najdelikatniejsze metody psychoterapeutyczne.  Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że coś jest na rzeczy, ale nikt nie wie co. W zasadzie na chwilę obecną nikt nie zamierza wysilać szarych komórek i tak poprowadzić terapię kobiety, żeby ta w końcu  zaczęła mówić. Alicia skrywa mroczny sekret, a jego  wyjawienie byłoby kilku  osobom nie na rękę...

Czy to dobry thriller? Odpowiem przewrotnie- to zależy! W głównej mierze od posiadanej wiedzy i  czytelniczych oczekiwań. Dla laika będzie to porywająca, a może nawet elektryzująca lektura, która potrafi nieźle namącić w głowie. Alex Michaelides pracował  jako  opiekun  w szpitalu  psychiatrycznym i właśnie ten element mnie zaintrygował do  tego  stopnia, że z książką postanowiłam się osobiście zapoznać. Sama jestem z wykształcenia psychologiem i miałam okazję w przeszłości odbywać praktyki w kilku w ośrodkach zamkniętych. Byłam ciekawa, jaka będzie wizja autora i niestety  bardzo się zawiodłam, ponieważ pisarz dość ostro popłynął wcielając swój makabryczny scenariusz w życie. Jak na osobę, która współpracowała z osobami chorymi psychicznie  Michaelides się nie popisał, bo ośrodek (o zaostrzonym rygorze, co  warto podkreślić) dla ludzi  borykających się z problemami z psychiką przedstawił dosłownie w krzywym zwierciadle, co  zwrotnie negatywnie wpłynęło na odbiór książki. Pacjentka jest przeplatana wydarzeniami teraźniejszymi i  dość osobliwymi retrospekcjami malarki zapisanymi w postaci pamiętnika. Sam pomysł byłby intrygujący, gdyby  tylko  zadbać o odpowiednią jakość wykonania i bardziej poważną scenerię. Początkowo było mi się trudno  wgryźć w tę historię, ona dosłownie mnie męczyła, drążąc bolesną dziurę w moim  mózgu. Przełom  nastąpił po mniej więcej 100 stronach, gdzie  akcja diametralnie przyspieszyłam, gnając w nieznanym  mi  kierunku. Sama fabuła jest względnie przyjemna w odbiorze, a lekki  styl  autora zdecydowanie umila momentami bardzo toporną lekturę. Michaelides niepotrzebnie przywiązywał aż tyle uwagi  do  nieistotnych dla całej  historii  niuansów, które zdecydowanie zaburzyły odbiór książki.Cała ta makabryczna opowieść daje do myślenia, a czytelnik,  nie wiadomo dlaczego, od początku zostaje utwierdzony w przekonaniu, że główna bohaterka zasadnie znalazła się w takim, a nie innym miejscu. Ja pytam- a gdzie się podziało domniemanie niewinności?  Może gdyby  autor szerzej opisał sam proces karny, to lektura zyskałaby na wiarygodności.

Zastrzeżeń mam wiele, po  pierwsze autor w sposób nierealistyczny opisał funkcjonowanie szpitala psychiatrycznego o zaostrzonym rygorze. A co  tam-  niech  mordercy  wychodzą na świeże powietrze na papieroska, żeby uciąć sobie przyjemną pogawędkę z innymi  pacjentami. A gdzie kontrola wnoszonych  przedmiotów? Główna bohaterka bez problemu  dostała ostre pędzle, gdzie nawet w zwykłym szpitalu  psychiatrycznym byłoby to nie do pomyślenia. I to  umiłowanie Freuda-nie wiem dlaczego autor tak  namiętnie odwoływał się do psychoanalizy, metoda terapii jest dostosowywana do  konkretnego  przypadku, a elementy psychodynamiczne nie są lekiem na całe zło. W sumie nie ma co się dziwić, autor może i pracował w szpitalu  psychiatrycznym, ale nie posiada stosownego  wykształcenia. Mógł  oczywiście zrobić reaserch, ale widocznie mu się nie chciało, jak  wielu innym pisarzom. Pacjentka jest pozycją, której  potencjał nie został w pełni wykorzystany. Gdyby pomysł oddzielić od wykonania, to  wyszedł by całkiem elektryzujący thriller. Wszyscy  jednak  dobrze wiemy, że książkę należy traktować jako całość, a sam autor jak  widać jeszcze nie osiągnął wymaganej dla swojego  zawodu  dojrzałości literackiej. Było przyjemnie, ale zdaję sobie sprawę, że ta historia mogła zostać napisana  o wiele lepiej. Zakończenie teoretycznie wiele wyjaśniło, ale według mnie zdecydowanie nie było przysłowiową wisienką na torcie, a do  tego niepotrzebnie wprowadziło chaos do i tak już bardzo zagmatwanej fabuły.

Pacjentka jest ciekawą alternatywą, ale zdecydowanie należy do lektur niedopracowanych,  wymagających jeszcze kilku konkretnych  korekt. Gdybym nie miała wykształcenia psychologicznego z pewnością przełknęłabym te irytujące niedociągnięcia. Sam  pomysł oceniam, jako satysfakcjonujący, chociaż dla autora byłoby  lepiej gdyby usystematyzował  wydarzenia i popracował  nad narracją. Książka co  najwyżej zadowoli fana gatunku, ale ostrzegam- nie spodziewajcie się fajerwerków.